Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Jakos rano-wranci
Des na Pohuljanci
Na trawi zełenij buła sze rosa
Wyjszow honorowo
Batjar z Łyczakowa
Na naturu ridnu wyhuljaty psa
Facet kury
Pes litaje
Szo zobaczy – pidływaje
Raptom na pagurku
Wydy chłop figurku
Fajna jak ta ruża pannoczka ide
Sze j wede na smyczku
Suczku newełyczku
Zara buło wydko – szos taky bude
Zaky pes obnjuchaw suczku
Batjar pannu braw za ruczku
Pryspiw:
Z toho nic dobroho ne bude
Bo powidajut starszi ljudy
Szo straszna batjarska ljubow
Bude nahła ljatysja krow
Zaky howoryły
Psy sy poljubyły
I ne raz a może nawit i ne dwa
Panna jak to wzdriła
Hołowu zhubyła
Po straczenij cnoti płakała trawa
Batjar buw porjadnyj duże
Kupyw welon swojij rużi
Dwi obruczky kupyw
Dwajci deka włupyw
Kawałjersku wolju tycho pom’januw
Jak iszły do szljubu
Striły Franju hrubu
Batjar liwym okom chtywo jij mrugnuw
Franja sy ne widwernuła
I na batjara mrugnuła
Pryspiw
Panna z-pid korseta
Wytjahła sztyłjeta
Wdaryła ho w hrudy a zatym sebe
Koło cerkwy wpały
Mocno sy obnjały
Ne bude z batjarom szczastja
Ne bude
Jich chowały w jidnim hrobi
A Łyczakiw buw w żałobi
Pesyky tużyły
Dowho ne prożyły
Jichnja peska dolja buła duże złow
Na mohyli siły
Taj zakam’janiły
Bo sobacza wirnist bilsza niż ljubow
Ańołok murmurowy
A koło neho psy
Nema na Łyczakowy
Straszniszoji krasy
Pryspiw