Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Zapytajtes małeńkych ditej,
I u widpowid skażut wam dity,
Szczo je dwoje szczasływych ljudej:
Ce tramwajnyj wodij ta kondyter.
Ujawit toj kazkowyj tramwaj,
I szczo w ńomu wam tilky try roky,
W szokoładi i nis wasz, i szczoky,
I skażit meni, czym ce ne raj?
Tam zapachy m’jatni
I zowsim nemaje probłem,
Torty aromatni,
Tisteczka, morozywo, krem.
Kakaowe more
I wafli sołodki chrumki,
I szczyri dytjaczi obrazy ta hore,
Jak szczos ne kupyły batky.
I szczyri dytjaczi slozy ta hore,
Jak szczos ne kupyły batky.
Ta nemaje tudy worottja,
U sołodku kazkowu krajinu.
W nas rozumne dorosłe żyttja,
My zabuły u sobi dytynu.
Tilky j toho, szczo dwiczi na deń
Kynem łożeczku cukru do czaju,
Trjasemos u skażennim tramwaju
I hłuchi wże wid joho "dzeń-dzeń".
Nam rokiw bahato,
U nas newybahływyj smak,
Rohałyk na swjato,
Szcze j dobre, jakszczo wono tak.
Podjakujem doli
Za naszi spokusływi sny,
Odyn łysz jedynyj u nych je nedolik,
Bo duże korotki wony.
De ż wy teper, zapachy moho zabutoho dytynstwa?
A toj fantastycznyj smak zwyczajnisińkych
Irysok z noworicznoho podarunku?
Newże ż, to wse tilky u dałekomu mynułomu?
Chto powiryt u kazku swoju,
Toj zustrine ne tilky w ujawi.
Moja kazka w karpatskim kraju
Bilja mene żywe w Stanisławi.
Tam je dywna krajina czudes,
De cukrowi polja ta pusteli
I derewa rostut z karameli,
I zefirna hora do nebes.
Pidchopljuje witer,
Nese zapachiw tysjaczi,
To sywyj kondyter
Czakłuje u deń i w noczi.
Toj witer wyruje
I w misti, i w kożnim seli.
My łasoszczi swoho dytynstwa smakujem
I znowu my – dity mali.