Większa czcionka | Mniejsza czcionka
W Kanadi, w Manitobi, nowyna sja stała –
Wbyw Sałymon swoju żinku, nje bojawsja prawa.
Joho żinka mołodeńka w ńoho sja prosyła:
– Ne byj mene, Sałymone, mało-m z tobow żyła.
Ne byj mene, Sałymone, bo ja mołodeńka,
Podywysja w kołysońku, dytyna małeńka.
A Sałymon ne zważaje na jiji prosboczku,
Pryp’jaw kosy do ławoczky ta b’je w hołowoczku.
Aż tam buły dobri ljudy, dały w misto znaty,
Szczoby pryjszły polismany Sałymona wzjaty.
Polismany jdut farmamy, prawa ne pytajut:
– Na deń dobryj, Sałymone, a jak że sja majesz?
Na deń dobryj, Sałymone, a szczo tut czuwaty,
Talihramy idut do nas, ne dajut nam spaty.
Sałymone, Sałymone, budesz biduwaty,
Musysz farmu pokydaty, z namy mandruwaty.
Musysz farmu pokydaty, z namy mandruwaty,
Jaki dity dribneńkiji po zakładach daty.
– Wdaryw że ja swoju żinku w łychuju hodynu,
Szczoby wona ne łazyła na pid po drabyni.