Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Dobri w Hameryci, jak yde robota,
Krasni sja prybere, jak pryde subota.
Krasni sja prybere, krasni sja umyje,
Bo win sja ne starat, że mu w poły hnyje.
Że mu w poły hnyje, woda mu zabere,
Bo jomu prywezut do hawzu farmere.
Do hawzu prywezut, płacu ne pytajut,
Aż na p’jatnastoho, jak pejdu dostajut.
Już na p’jatyj roczok, jak ja w Hameryci,
Tak tjażko pracjuju w tij nowij fabryci.
– Żeno moja ljuba, żeno moja dobra,
Jak ty tam hazdujesz z tymy ditmy doma?
– Hazduju, hazduju, już lipsze ne możu,
Tebe z Hameryky doczkacsja ne możu.
– Doczkaszsja ty, doczkasz, moja żeno, doczkasz,
Jak ja prydu domiw, łyczko mi poboskasz.
Łyczko mi poboskasz, prawu ruczku podasz,
Budesz sja mja pytac: "Duże pinjazyj masz?"
– Ne mam ja pinjazyj, bo ja łem słuhuwaw,
A szto ja zasłużyw, i toto-m prohuljaw.