Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Win tak dowho błudyw, szczo w kinci prybłudywsja do raju,
Widszukaw u parkani jakus nepomitnu diru,
I prylih pid kuszczem, i wsmichnuwsja: "Łyboń, pomyraju...
A cikawo, szczo bude, koły ja i sprawdi pomru?.."
Z tym sobi j zadrimaw, zahornuwszys w błaheńku szynelju,
Na dwa rozmiry bilszu, podertu, z czużoho płecza,
I prysnyłos jomu, szczo łetyt wzdowż jakohos tunelju
Do nesterpnoho switła Toho, Chto w kinci zustricza.
Win Joho j ne wpiznaw – bo i zwidky ż buło pam’jataty
Wsich, koho popry wikna weła prokuratorska rat...
Ałe tam, w tomu sjajwi, buła szcze ta zmuczena Maty,
Posmichnułas Wona: "Ty stomywsja, Ahasfere, – sjad..."
I kolina naraz pidłomyła nebaczena wtoma,
I odwicznyj udaw znjaw iz horła obijmy kiłec...
A Wona szepotiła: "Spoczyń. Ty teper uże wdoma."
Win macnuw – i wpiznaw pid soboju swij kljatyj stiłec.