Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Weczir-mysływec
Pidstrełene sonce
Nese u siromu jahdtaszi.
Tjahnutsja chmary – skrywawłeni kryła –
Po trawach,
Po obriju,
Po duszi...
Uże sutenije.
Tuman kałamutno
Kłuboczytsja w synich jarach...
W taki chwyłyny
Mandriwnykam smutno.
Zdajetsja dałekym szljach.
I rosy chołodni.
I wtoma nesterpna.
I steżka w seło ne prjama.
I płeczi wid noszi najłehszoji terpnut.
I na nicz prytułku nema.
Zawodyt w seło stepowa doroha.
Ni kraju jij, ni meżi.
Nad neju – tyny, perełazy, porohy.
Ta wse czużi i czużi.
Ide Mandriwnyk.
Ide, obmynaje...
I raptom spynywsja jak stij.
U ńoho niczoho swoho nemaje.
Ta win uże j sam ne swij.
Iszow, ne spitknuwsja, po ciłomu switu,
Ta j tut ne spitknetsja, aczej...
Stojit mołodycja,
Jak tyche lito,
Ne zwodyt z ńoho oczej.
A oczi u neji – taki trywożni,
I hołos brynyt – jak struna:
– Skaży meni, chto ty,
Czudnyj podorożnij? –
Pytaje znenacka wona. –
Ty zdałeku jdesz,
Ty, napewno, wtomywsja,
Ty nohy ob kamiń pobyw.
Zajszow by w chatu,
Wody napywsja.
Zajszow by w chatu,
Spoczyw.
– Spasybi za łasku,
Za słowo hostynne.
Ja j sprawdi jdu wże dawno.
A żinka stełyt łljanu skatertynu
I stawyt na stił wyno.
A browy u neji – taki szowkowi!
Wusta u neji – taki małynowi!
Ruky u neji – taki tenditni!
Oczi u neji – taki prywitni!
I wsja wona – jak żarynka, hljanuw – i obpiksja.
E-e-e,
Poky ne pizno,
Pora proszczatys.
A to tut można nawiky zostatys.
Szapku uzjaw,
Poczaw jiji m’jaty:
– Szczo ż, na dobranicz,
Pora wyruszaty...
Pylno wona jomu hljanuła w oczi:
– Kudy ż ty pidesz suproty noczi?
– Kudy zawhodno, aby iz dworu.
Chiba ne bojiszsja ty pohoworu?
– Skazaty prawdu – wże ne bojusja.
Łjudy howorjat – a ja smijusja.
Bo w tomu prawdy nema i krychty.
Jak meni łehko, szczob jim tak dychaty!
Rano ja, rano zostałas wdowoju,
Ta j popływła, jak łyst za wodoju.
Żywu odna,
Żywu, jak czernycja.
A ljudy każut – rozpusna wdowycja.
Każut, huljaju,
Każut, czakłuju,
Każut, czużych czołowikiw czaruju.
Każut, chłopciw z rozumu zwodżu.
Każut, ljubyty szczyro ne możu.
Każut, horiłku ja p’ju, jak wodu.
Każut, ja maju widomsku wrodu.
Trochy do mene czorty ne litajut...
Wse wony baczat!
Wse wony znajut!
Tilky ne baczat mojeji muky,
Jak w samotyni łamaju ruky.
Szczo ż ty prytych?
Budesz spaty na sini.
Miż namy budut dweri ta siny.
Ta dwa porohy.
Ta kljamka j zasuw.
Szczob ja j tebe ne zaczaruwała czasom.
I zasmijałasja hirko, neweseło.
Wyjszła u kłunju
Swiczku swityła.
Postil na sini pachuczim stełyła.
Czystym rjadencem jiji nakrywała,
Biłu poduszku na son pidbywała...
Ta j pobażała spokijno spaty.
Ta j powernułas –
Piszła do chaty.
Hrjuknuły dweri.
I zaczynyłys.
... Zori kriz szcziłyny w kłunju dywyłys
pohljadom tychym, dałekym, hłybokym:
– Chołodno w noczi u sim odynokym!
Chołodno...
Chołodno...
Chołodno...
Chołodno...
Nicz promynuła.
Niczoho ne snyłos.
Łedwe na swit błahosłowyłos, –
Wstała wdowa,
Pyrohiw napekła,
Mandriwnyka do worit proweła.
Do obołoni,
Do szljachu u połe.
Szcze j ukłonyłas:
– Szczasty tobi, dołe!
A susidky na neji dywyłysja,
I pljuwałysja,
I chrestyłysja:
– Bezsoromnycja
i rozputnycja,
Wże j ne kryjetsja, szałaputnycja.
Bacz, widpływ wid bereha czownyk...
Szczo ne nicz,
To nowyj poljubownyk!