Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Dast Boh, ja prożywu szcze 300 lit,
Jak i usi, chto płystyme zi mnoju.
O, ja kowczeh zmajstruju tak, jak slid,
Ta czy ż to żart – stworyty znowu swit:
De schybyw Boh, jak wporatysja Noju?
A szcze ż potribno, – Hospody, prosty –
Wsoho żywoho wybraty po pari,
Bo bilsze korablju ne ponesty.
Tak, tak, to prawda. Szczo ż tak muczyt wstyd,
Za tych, koho połyszu Bożij kari?
Nichto iszcze niczoho ne zbahnuw.
Rehocze sycz u werbynim wołossi.
Zozulja szcze kuje komus wesnu.
A lis najkraszczi szaty odjahnuw,
Nemow, poczuw, szczo to – ostannja osiń.
Czy ż brakuwało wojen ta chworob,
Czy ż ne prostisze b jim ne daty płodu?
Buło b zabraty syłu jim, buło b...
Ta Boh u hniwi, Boh skazaw: "Potop!"
I karu skław na mene i na wodu...
Smijetsja sonce, riczka żebonyt,
Sydżu, teszu burszpryt iz jaworyny.
Taka jasna i pryjazna błakyt.
A serce to kałata, to szczemyt
Wid kożnoji najmenszoji chmaryny.
Nu ot, uże j po wsomu, zmyto hrich.
Pływe kowczeh zemłeju wodjanoju.
Nad pałuboju szczebit, hawkit, smich.
A ja szczos najdorożcze ne wberih.
I czuju, szepcze Boh: "Ja takoż, Noju".