Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Koły na serci wże ne, a w szłunku szcze ne raj –
Ty do Budynku Wczenych nadweczir pryczwałaj,
De bez pytwa i sała, jak Wożd swoje "brewno",
Atłanty szczos pidnjały i dumajut: "Wono!.."
Wony joho trymajut, wtjahnuwszy żywoty,
Nemow napewno znajut, szczo warto jich wtjahty.
Szczo – wyżyły w rik Piwnja, szcze ne jimo sobak, –
A tam nastane hrywnja, i stane wse ne tak!..
Szcze treba, zrozumiło, sterpity kilka dib –
I wystaczyt na myło, i wystaczyt na chlib,
A, może, j na soroczky chocza b dlja Atłantyd,
Bo on – cycky, jak boczky, a czym prykryty wstyd?!.
Stojat wony uperto, trymajut czyjs bałkon,
Chocz, mabut, łehsze wmerty, niż wiryty w zakon,
Chocz, może, kraszcze wkrasty, niż dumaty: "Dadut..." –
Ta nebo może wpasty, jakszczo j wony wkradut!
Stojat wony – chocz ważko, ne jdut, ne p’jut hirku, –
Ne wiryły Iwaszku, ne wirjat Krawczuku,
Ta wse ż iszcze ne zwiri, szcze w nych ljudska dusza –
Bo j tym wony ne wirjat, chto kłycze do noża.
Stojat wony patłati, smiszni bohatyri,
Atłanty, ne atłanty – ta nebo szcze whori!
To ż chtos joho trymaje, jak my swoji sztany!.. –
I chto tam w bisa znaje: a, może, to j wony?..