Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Jszła diwycja po wułyci
Ryp-ryp-slid pid czobitkamy.
Rum’jana jak połunycja
W chustci kosy kołoskamy.
A za neju snih nyszczeczkom sobi jde, sobi jde.
I steżeczku po słoweczku do rozmowy kłade.
Jszła diwycja po wułyci
Ryp-ryp-slid pid czobitkamy.
– Rozpowid meni, diwczyno, chto ty i jak tebe zwaty.
De usja twoja rodyna?
De twij batko i de maty?
Rozpowid meni, diwczyno, kudy jdesz, kudy jdesz.
Da u płetenij torbyni szo nesesz, szo nesesz.
Ja za tak ne odczepljusja.
Tak szo musysz odwiczaty.
– Jak bahato budesz znaty tak na zawtra i roztajesz.
Im’ja moje take czudne. Skażu – ne zapam’jatajesz!
A usja moja rodyna to i je ja sama.
Bo ni bateczka ni neńky wże na switi nema.
A torbyna – na chlibynu, bo w kyszeni hrywnju maju.
– Czy pszenycja ne wrodyła, czy mukoju ne rozżyłas?
Czy iz piczczju poswaryłas, czy na drowa poskupyłas?
Czy w usomu wynna kurka szczo jajec ne dała,–
Szo ty chliba do praznyka ne spekła, ne znesła.
Czom idesz po czużych ljudjach? – odpowid meni na mylist.
– I pszenycja urodyła i mukoju zapasłasja.
J kurka zara tak nesetsja jak sze zrodu ne nesłasja.
Ta ne znaju ja nawiszczo w tisti ruky misyt,
Jak za tuju paljanycju – łysz buło b czym płatyt.
Czob ce ja, jak hroszi maju, ta j koło peczi b towkłasja!