Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Łuck – Paryż. Nemaje rejsu... wse te ż...
Prywit wsim żyteljam mereżi bez meż,
Moji słowa na wahu zołota,
Moji słowa łypki, jak smoła.
My zustriczały ranky j weczory,
Spiwały pid hitary jakos pizno woseny,
Na prawdu prominjały swoji kedy i piszły,
Ty czujesz nas, a otże my na spilnij czastoti...
I spilni wułyci, kaw’jarni i słowa,
Nomery budynkiw, i brechnja nemow chałwa,
Misjaci w kałendarjach widbywajut rytm,
Zupynysja czas! Zupynysja myt!..
Pryspiw:
Posłuchaj... jak dychaje zemlja...
Posłuchaj... ce krajina twoja...
Ty mowczysz... na anhlijskij, wse te ż.
Żowta presa bresze jak zawżdy bez meż,
Doczekawsja p’jatnyci, prosto wychidni,
Misjac w nebi błakytnomu wnoczi.
Zaspokoj mene, neskurena trawa.
Zatychny tełefon, stańte w horli słowa,
Ja budu rozdywljatysja foto z dawnich lit,
Ja budu rozdywljatys jak zasynaje swit...
Łuck – Paryż, u nas metro nema, ta wse ż...
Prywit wam wsim, chto w nebo dywytsja bez meż,
Misjaci w kałendarjach widbywajut rytm,
Zupynysja czas! Zupynysja myt!..
Pryspiw